Wszystko w Twojej głowie.

Wszystko w Twojej głowie.

Mawia się, że nasze myśli kształtują naszą rzeczywistość. Osobiście uważam, że nie jest to już jedynie intrygujący zamysł nurtu new age, ale udowodniony naukowo fakt. Fizyka kwantowa w przeciwieństwie do kodowanego nam w szkołach podejścia Newtonowskiego wskazuje, iż wszystko co jest- jest pewnego rodzaju energetycznym polem- dlatego też w zależności od przenoszonych ‘indywidualnych’ wibracji- zwiększamy lub zaniżamy potencjał kreowania pożądanej rzeczywistości.

Jest to oczywiście niezwykle skrótowe ujęcie tego tematu ponieważ nie tyle nasze świadome myśli co podświadomie nieustannie odgrywane programy- decydują o jakości życia każdego z nas.

Do czego zmierzam…?

Zapewne słyszałaś o efekcie placebo. Większość ludzi doskonale zna to pojęcie, wie o co w  nim chodzi jednak nie do końca może być zrozumiane dlaczego wiara w dany rezultat przyczynia się do jego urzeczywistnienia.

Pamiętam, że jako mała, często chorująca dziewczynka- czułam się już o co najmniej 50% lepiej kiedy wraz z mamą wędrowałam do lekarza. Jako dziecko byłam absolutnie przekonana, iż sam fakt zobaczenia specjalisty sprawi, że moja choroba zacznie zanikać…i tak też się działo.

W późniejszym okresie mojego życia wielokrotnie miałam okazję niemalże namacalnie dostrzegać magii działania wypełniającej moje serce wiary.

W ten oto sposób przyciągnęłam do swojego życia partnerów, zdobywałam upragnione prace i wszelakie interesujące mnie wówczas propozycje.

Na pewnym etapie życia zrozumiałam, iż tego typu doświadczenia nie są niczym nadzwyczajnym, lecz jedynie uzewnętrznieniem mojego własnego, wewnętrznego świata. Zaczęłam otwierać oczy…

O tyle, o ile pozytywnie zabarwione, sprzyjające lekkości życia przekonania były w moim życiu zawsze mile widziane- zupełnie inaczej zaczęła się rysować dla mnie kwestia odgórnie narzucanych, niezwykle destrukcyjnych programów np. w sprawach zdrowia.

Nie mogłam zrozumieć dlaczego ktoś miałby kogokolwiek negatywnie programować, nastawiać na skazujące diagnozy czy też inne napawające lękiem scenariusze.

Brak wiedzy, nieświadomość…były jedynymi sensownymi dla mnie wytłumaczeniami. Nie chciałam brnąć w stosy spiskowych teorii, wciąż w głębi serca wierzę, że ludzie którzy serwują nam destrukcyjne programy czynią to ze zwyczajnej niewiedzy. Nie wnikam kto tym kieruje odgórnie…

Dla mnie liczy się świadomość- siebie i życia…moja, Twoja, zbiorowa…im nas więcej, tym szybciej wyjdziemy ze społecznego uśpienia, z krainy zombie…

Od ponad roku medycyna konwencjonalna nakłania mnie do wycięcia części mego ciała…jak twierdzą- to zmiana złośliwa…nie można tracić czasu…a ja gdy to słyszę-  momentalnie oddaję się fali narastającego przerażenia.

Potem jadę do domu…siadam ze sobą, wchodzę w siebie, słucham…staram się być czujna, by nie uciekać od realiów zasłaniając się duchowymi konceptami. Pytanie tylko- czym są owe realia…? Czy istnieje jakaś nieodwracalna, zafiksowana na amen rzeczywistość…? Czy też, być może, w każdej chwili swego istnienia świadomie lub też nie- wybieramy- na czym chcemy się skoncentrować i tym samym- jak pragniemy kreować swoją rzeczywistość…?

Od dzieciństwa byłam świadkiem cudownych uzdrowień dokonywanych przez moją babcię terapeutkę. To naprawdę się działo- ludzie przyjeżdżali z odległych rejonów Polski, zawsze były u niej kolejki, jak w poczekalni…i zdrowieli…może nie wszyscy, ale większość…guzy znikały, symptomy też…przywykłam do tego, że ludzie myślą, że babcia przenosi w sobie jakieś magiczne moce…

A co ze mną…?

No właśnie…w końcu to moja babcia…znam ją od zawsze…znam jej zalety i wady…jest dla mnie zwyczajną babcią…nie potrafię spojrzeć na nią jak Ci, którzy jej nie znają…no właśnie…- patrzę na nią zwyczajnie, a to sprawia, że coś we mnie nie wierzy, że umie tak ‘czarować’…

Serfuję po coraz to nowszych refleksjach…

Czy uzdrowiciele rzeczywiście przenoszą w sobie jakieś nadzwyczajne właściwości, czy leczą…?

Czy też, być może, ponownie…uzdrowienia są wynikiem wiary w owe nadprzyrodzone siły babci, czy też innych specjalistów tego ‘fachu’…?

A co z propagowaną obecnie zdrową żywnością, suplementacją, wszelakimi praktykami…?

W moim odczuciu- są one dla Ciebie na tyle skuteczne, na ile w to uwierzysz…i tak też- prawdopodobnie, jeśli ktoś zapodałby Ci truciznę, lecz Ty byłabyś święcie przekona o jej dobroczynnej mocy- odczułabyś namacalne korzyści owego trunku.

Coraz bardziej skłaniam się ku temu, by stwierdzić, że….to jest naprawdę kwestia indywidualnej i zbiorowej wiary….

Zatoczyłam koło…wracam z powrotem do refleksji o tym dlaczego serwuje się nam tak ogromną dawkę zabójczych przekonań.

Są takie miejsca na Ziemi, jak tu w Indonezji, gdzie obecnie przebywam- gdzie udając się do lokalnego znachora najczęściej słyszysz, że…Twoją jedyną dolegliwością jest chore, pełne stresu myślenie.

I ja to usłyszałam. Po raz kolejny.

Udałam się, by potwierdzić bądź wykluczyć otrzymaną w Polsce diagnozę- po kilkunastu minutach uciskania różnorakich punktów głowy i stóp usłyszałam: wszystko jest zdrowe, organy zdrowe…jedynie umysł chory…too much worry…

Uśmiechnęłam się…starzec ten w przeciągu kilku minut podarował mi tyle wewnętrznej siły i wiary, że w końcu wyszłam z pod wiszącego nade mną obłoku przytłoczenia

Skoro już wiemy, że nasze wewnętrzne nastawienie kreuje naszą rzeczywistość- czyż nie rozsądniej byłoby praktykować budowanie w każdej życiowej sytuacji wyciszającego i pozytywnie nastrajającego nastawienia…?

Czyż nie wzmacnialibyśmy wówczas potencjału szczęśliwych obrotów spraw…czyż nie kreowalibyśmy dla siebie świata, w którym jako całość wiemy, że sami jesteśmy wszechmocnymi kreatorami…?

Czyż nie byłoby frajdą doświadczać codzienności przy całkowitym przejęciu za własne życie odpowiedzialności…?

I w końcu- gdzie istnieje granica zdrowego sceptycyzmu, miejsce połączenia logiki i serca…ducha i materii…czyż to nie właśnie w metodzie środka kryje się lekkość i niezakłócony przepływ życia…?

Te pytania i cały szereg innych pozostawię do Twojej własnej refleksji- natomiast Ja- w pełni swej świadomości wybieram, by wychodzić z pod odgórnie narzucanych programów i serfować po falach życia z przenoszonym w sercu poczuciem siły i całkowitej odpowiedzialności za własne myślenie- tudzież życie…

Sprawdź, czy i Ty jesteś gotów, by prawdziwie stawić się do życia, by wejść w to, czego- jak mawiała Marianne Williamsons- najbardziej się obawiamy- własnego, wszechmocnego światła…?

Do zobaczenia po drugiej stronie magii istnienia!

 

A jeśli wciąż brakuje Ci gotowości czy zaufania do siebie i życia- umów się ze mną na sesję wysyłając  maila na sylwia@duchimateria.com

Z wielką przyjemnością wesprę Cię w Twoim powrocie do pełni życia.

By | 2017-07-05T13:26:34+00:00 Lipiec 5th, 2017|Świadomość|5 komentarzy

5 komentarzy

  1. Jola 5 lipca 2017 at 13:47 - Reply

    Witaj Kochana. Pieknie piszesz… zreszta jak zawsze. Jesli chodzi o Twoje zdrowko to czy probowalas Totalnej Biologii ? Byc moze tu znajdziesz to czego szukasz :). Nowotwor jest efektem zdrowienia konliktu. Czesto wystarczy sobie uswiadomic pewne wydarzenia z zycia i dzieja sie cuda. Prawa piers to najprawdopodobniej relacje z partnerem lub partnerami, lewa to z dziecmi. Jest mnostwo materialow na ten temat i osob ktore zajmuja sie tego typu terapia. Goraco cie pozdrawiam i duzo milosci przesylam ♡♡♡ Jola

    • Sylwia Kocoń 6 lipca 2017 at 04:03 - Reply

      Dziękuję Kochanie. Tak, korzystałam z Totalnej Biologii i jestem świadoma faktu, iż jest to faza zdrowienia. Rozpoznaję również, że faza ta może trwać długo jeśli zawiesimy się pomiędzy podejściem holistycznym i wzbudzającym lęk- klasycznym. Lęk bowiem przyczynia się do akumulacji symptomów, a nawet ich natężania…które następnie są ponownie kojone świadomym postrzeganiem sytuacji. Dziękuję x

  2. Tatiana 5 lipca 2017 at 19:29 - Reply

    Dlatego podróże tak ubogacają…dostrzegamy wpływ innych mentalności na nas samych…i czasem zdajemy sobie sprawę z wpływu mentalności środowiska,kraju na nasze postrzeganie, które wydawało się jedyne możliwe.
    Ostatnio byłam w szpitalu na badaniach diagnostycznych. Pacjentkę, która do mnie dołączyła w następnym dniu przeraziła i wprowadziła w stan wysokiego stresu sama nazwa oddziału ”chorób płuc i chemioterapii”. To, że została przyjęta na diagnostykę, że wcześniejsze badania nawet nie wspominały o możliwości jakiegoś guza-nie miało znaczenia…wystarczyła nazwa oddziału!!!

  3. Izabela 6 lipca 2017 at 09:14 - Reply

    Cudownie. Tak bardzo było mi teraz tego potrzeba. Jestem pod wielkim wrażeniem! Miałam w zeszłym roku wypadek… zatraciłam wiele, także w związku z myśleniem i teraz staram się to odbudować. Super, że jesteś! 🙂

Dodaj komentarz