Wielu z nas, zwłaszcza osoby mające pewien poziom samo świadomości- uważa się za stosunkowo otwartych na drugiego człowieka. I to jest piękne, że coraz bardziej się otwieramy, bo wtedy też przyjmujemy sobą coraz więcej życia, dotykamy jego pełni.

Często jednak, niezauważenie- łapiemy się na stary nawyk zamykania kogoś w swoich projekcjach i oczekiwaniach. Miotamy się w tym, bo emocje potrafią być intensywne, gdy ktoś robi czy mówi coś, co nie jest zgodne z naszymi oczekiwaniami i bezpośrednio dotyka jakiejś naszej emocjonalno psychicznej rany.

Kilka dni temu siedząc z moim partnerem- powiedziałam mu, że całą noc krążyła mi po głowie pewna mantra. Zapytał jaka, a ja odpowiedziałam.

Tego samego dnia, kiedy słuchaliśmy razem muzyki- poprosił mnie, bym ją puściła. Ucieszyłam się, że i on będzie mógł doświadczyć słów i melodii, które bardzo mnie poruszyły.

Puściłam mantrę i zaczęłam do niej podśpiewywać. Po drugiej stronie- nie słyszałam nic, prócz milczenia. Próbując zachęcić Marcina do rozmowy o tej jakże pięknej- według mnie- melodii- dodałam: wiesz, w nocy ta mantra chyba mi się z tysiąc razy powtórzyła w mojej głowie. A on na to- współczuję, że musiałaś czegoś takiego słuchać, w ogóle mi się to nie podoba.

Bach! W ułamku sekundy czułam jak narasta we mnie złość, a potem żal. Ponieważ mam już dobry kontakt ze sobą- natychmiastowo wyczułam to, czego dawniej nawet bym nie podejrzewała- czułam, że uaktywnia mi się tu echo jakiegoś rodzaju odrzucenia.

Tak doskonale znany schemat, pachnący jak własna skóra. Ta odrętwiająca mnie wewnętrzna niezgoda na to, by ktoś śmiał tak perfidnie i bezwstydnie wyrazić zdanie negacji o tym, co ja chwaliłam.

Nie mając świadomości tego, co się dzieje- idziemy za wyuczonym, najczęściej destrukcyjnym impulsem. Posiadając już pewną świadomość- wciąż możemy podejść do sprawy powierzchownie, uciekając od prawdziwego spotkania ze swoją od lat spychaną w kąt raną. W tym scenariuszu- możemy uznać, że partner nam tu coś pokazuje (co już jest ogromnym przejawem samo świadomości) i starać się przejąć za to odpowiedzialność. Możemy jednak utknąć na poziomie brania winy na siebie, złoszczenia się i oceniania, że czujemy to, co czujemy itd. Możemy czuć się w tym zagubieni, nie wiedzieć co teraz zrobić. Dlatego właśnie musimy nauczyć się zaglądać do źródła, którym- w moim przypadku- jest tu rana odrzucenia i jej różne rozgałęzienia.

Nie idę już za nieświadomym impulsem czy pozornie świadomym gładzeniem powierzchni, bo doskonale znam już tą drogę. Jest nią – niczym pocisk wystrzelająca z moich ust generalizacja i osąd, te które mają wprowadzić w poczucie winy: ty to zawsze jesteś niezadowolony! tobie, to co by się nie zaproponowało- tak ciężko ci dogodzić itd.

Dobrze wiemy do czego taki nawyk prowadzi, jak dalej może odbywać się słowna wymiana oparta na niezrozumianym, destrukcyjnym lęku, złości, negacji, zamknięciu.

Dawno już wybrałam, by nie podążać tą drogą. Nie oznacza to jednak, że czasem nie wraca impuls i powiązane z nim silne emocje.

Zamiast reagować- zatrzymuję się w sobie i sprawdzam co się tak naprawdę teraz we mnie wydarza.

Przed oczyma przewija się doskonale znana taśma odrzucenia i umniejszania.

Z jakiegoś powodu, gdzieś kiedyś uwierzyłam, że kiedy ktoś nie podziela mojego zdania (a tym bardziej podszytego ekscytacją)- to mnie neguje, wypiera. W mojej głowie istniała też bezpośrednia zależność między kochaniem a przyznawaniem komuś racji, solidaryzowaniem się (w słowie i czynie). Co więcej- widziałam jak bardzo część mnie- poprzez demonstrowanie swojej radości i jej akcentowanie- oczekuje, że druga strona też dzięki mnie się uraduje (czyli zrobię komuś dobrze, zapulsuję, zyskam uznanie i akceptację). Gdy tego nie czyni- drażni to mnie, bo przecież : tak bardzo się staram, ale nigdy mi nie wychodzi, nigdy, cokolwiek bym nie zrobiła- nie jestem wystarczająco dobra dla tego drugiego człowieka itd (a to jest ogromnie ważne, zamykające i mocne przekonanie!).

Uffff…. można by spisać książkę całą o mieszaninie i zależnościach różnych odpalających się  w takich sytuacjach mechanizmów, tego co wynosimy z naszego dzieciństwa i co tak mocno i destrukcyjnie wpływa na nasze całe dorosłe (zauważ, że dorosłe, ale nie dojrzałe) życie- w szczególności- na nasze relacje.

Takie wglądy są niezwykle cenne, dlatego tak chętnie się zawsze nimi dzielę wierząc, że są nam wszystkim bliskie i znane.

Tylko to, co jest uświadomione, rozpoznane- może zostać z wyboru- nawet nie tyle przetransformowane, co nie brane już więcej za fakt, świętość, prawdę. Tylko tak możemy stopniowo uczyć się nie reagować na to, co do tej pory dysfunkcyjnego, z lęku- nami sterowało i otwierać się na życie, drugiego człowieka i przede wszystkim- siebie.

Nie ma bowiem nic złego czy niewłaściwego w tym, że czujesz to, co czujesz. Gdy się temu bliżej przyjrzysz- z pewnością- jak i ja- rozpoznasz, że emocje są dobre, wskazują po prostu na pewien rodzaj wierzenia, postrzegania siebie i życia. A te, z kolei- tworzą w nas całe pasma przeróżnych oczekiwań i kiedy nie są przez życie wypełniane- dotykają naszej dziecięcej rany i skłaniają do różnych nie służących nam zachowań. Tak tkwimy w niedojrzałości, zamknięciu, schematach kata i ofiary i wielu innych toksycznych dla naszych relacji (oraz własnego samopoczucia) nawykach.

Kiedy je rozpoznasz,  uznasz i co najważniejsze- kiedy przestaniesz iść za impulsem, by na nie w ten znany sposób reagować- zaczniesz solidnie trenować swój mózg pokazując mu, że to nie jest jedyna droga, że można inaczej. Tak właśnie zaczynasz wychodzić poza schemat, tak właśnie zbliżasz się do siebie, otwierasz się, zaczynasz ufać.

I nagle w Twoim świecie- coraz więcej ma prawo być, a Ty czujesz się coraz pełniejsza, kompletna, ok z tym, co jest, jaka Ty jesteś i jaki jest drugi człowiek.

I tak- oczywiście, że masz tu pragnienia i preferencje, ale stopniowo odpada też desperacja i napięcie, oczekiwanie, że życie musi przebiegać dokładnie tak, jak Ty sobie to wyobrażasz.

I wiesz co- powiem Ci, że w takim otwartym podejściu zaczynasz odkrywać coraz więcej- nie tylko spokoju, ale i ciekawości i frajdy. Zaczynasz fascynować się tym, co i jak trafnie- poprzez drugiego człowieka i różne sytuacje- życie pokazuje Ci to, czego się wciąż kurczowo trzymasz i co Ci nie sprzyja. Naprawdę można zakochać się w tych codziennych procesach i nawet w obliczu gniewu czy chwilowego spięcia- jednocześnie czuć wdzięczność za to, że życie tak pięknie Cię prowadzi tu, gdzie wszystko jest w porządku- z powrotem do siebie.

I tak się dzieje

———–

By nauczyć się rozpoznawać, zgłębiać oraz wychodzić poza liczne destrukcyjne mechanizmy- zapoznaj się z Pakietem ‘Wychodzę z DDA/DDD’

lub zaglądnij na stronę oferty duchimateria. Kto wie, może znajdziesz coś dla siebie.