Razem stapiamy się w Tobie.

Idealizowanie tak jak i negatywne ocenianie to chmury, które przysłaniają to, co po prostu Jest…

Nikt z nas nie chce doświadczać odsłony krytycyzmu, wielu pragnie być gloryfikowanym i gdy te ciepłe barwy człowieczeństwa nasycają obecne życie- z łatwością pojawia się przywiązanie, a co za tym idzie- lęk przed tego utratą.

Za kurtyną wszelkich opinii o tym, co się obecnie wydarza…za każdym poglądem, czy kolorowanym w dane barwy widzeniem….kryje się przestrzeń, w której to wszystko się wydarza, miejsce będące wszystkim co jest, perfekcja każdej chwili…

Coś we mnie lgnie do tej przestrzeni…coś we mnie pragnie od tego uciekać w kolejny teatr zapomnienia…

Zbędne jest tu czegokolwiek nazywanie…nie ma potrzeby niczego zmieniać, uzdrawiać, czy poszerzać…

Choć na tej namacalnej ludzkiej arenie tak realne jest doświadczenie zgłębiania, rozwoju czy procesu…

Jestem w Tobie Boże, wydarzam się tak, jak każde Twe tchnienie zapładnia mą iluzję…mam wszystko czego potrzebuję i zawsze Jestem…

Dotykam Cię i odchodzę, by w tęsknocie odnaleźć Cię na nowo tam, gdzie Ty nieustannie trwasz…tło mego snu…podtrzymujące mój oddech opuszkami palców, tulące do pulsu serca życia, kołyszące i wzburzające wtedy, gdy tego potrzebuję….

Jesteś tu…i oddaję się w jego ziemskie ręce zapomnienia…lecz, gdy długo tuli mnie w swych ramionach…pojawia się tęsknota za prawdą i tej chwili…za wypuszczeniem nawet i tej bajki z tendencyjnego przyzwyczajania…

Umysł nie chce dawać wolności…serce wie, że nie trzymać niczego to żyć pełnią chwili…

Rozluźniam skuloną pięść i rozchylając palce dłoni obserwuję jak skrywany w niej motyl powoli poszerza swe skrzydełka…zwracam sen życiu, które go śni…a ono …w pełnej swej okazałości- nabiera wzniosłości piękna swej wolności…

Teraz…szeptana melodią Twoich słów…tańczę tu…gdzie i on może podać mi swą dłoń…razem stapiamy się w przepływie arii życia…razem stapiamy się w Tobie…