Kiedyś mocno i nieświadomie wierzyłam, że im więcej robię, tym więcej jestem warta i tym bardziej zasługuję na chwilę wytchnienia. Z dumą opowiadałam o tym jak mocno jestem zajęta, natomiast w chwilach odpoczynku- pojawiał się we mnie wstyd, że jestem obecnie taka nieproduktywna. Zupełnie jakbym musiała stale zasługiwać na bycie w przestrzeni, w której egzystuję, jakbym swym fizycznym działaniem musiała natychmiastowo opłacać każdy oddech. Bez działania czułam się jak pasażer ‘na gapę’ w tej oczekującej efektywności rzeczywistości.
Nie zdając sobie sprawy z tego podświadomego wierzenia- byłam pewna, że stawianie sobie coraz to nowszych celów jest jednym z moich ulubionych zajęć, przy czym okresy bez ukierunkowanego działania uważałam za stratę czasu i bardzo niedobrze się w nich czułam.
Pamiętam jak ktoś kiedyś mi powiedział, że najbardziej lubi mieć mnóstwo rzeczy ‘na głowie’. Wewnętrznie pomyślałam sobie, że i ja tak mam. Nie rozumiałam wówczas jeszcze, że ciągłe pozostawanie w trybie kolejnych działań było dla mnie formą skutecznej ucieczki, sposobem na nie widzenie samej siebie i tego jak daleko od siebie odeszłam.
Świadomie, oczywiście, często narzekałam na nadmiar obowiązków i brak czasu. Byłam zmęczona, ale męczyły mnie również chwile zasłużonego nic nie robienia. Dlaczego? Ponieważ coś we mnie nie pozwalało sobie dawać na nie przyzwolenia. Z jednej strony, więc- marzyłam o większym życiowym luzie, krótszych godzinach pracy, krótszej liście obowiązków- z drugiej, tej nieuświadomionej strony- stale dążyłam do stanu nadmiaru powinności i bycia nieustannie zajętą. Typowy mechanizm auto sabotażu. Dopiero po jego rozpoznaniu i świadomym wypuszczaniu- możemy w końcu pozwolić sobie na życie i bycie dobrą dla siebie, możemy w końcu przestać się zmuszać i robić rzeczy, których wcale nie chcemy, ale w które ciągle się o dziwo angażujemy, by tylko nie być ze sobą.
Nasza psychika jest niezmiernie skomplikowana. Nie mając w nią wglądu- staje się niemal niemożliwością, by żyć w zgodzie ze sobą i swoimi pragnieniami. 
Stworzone z dwóch równocześnie funkcjonujących w nas warstw- naturalności i przyswojonych społecznie zachowań- nawykowo tkwimy w nieświadomym trybie uników potencjalnych zagrożeń. Zagrożeniem tym nie jest jednak czający się za rogiem dziki zwierz, czy palący tuż przy dłoni ogień, ale sytuacje, w których ktoś może o nas niechlubnie pomyśleć, ocenić nas, wykluczyć lub moglibyśmy coś utracić. Podświadomie wierząc, że brak aprobaty i stabilizacji jest dla nas ogromnym zagrożeniem- robimy wszystko, by do tego nie dopuścić, a więc- stale udowadniamy swoją wartość oraz ‘zarabiamy’ na bycie kochaną i akceptowaną. 
Im więcej robisz- mówi podświadomość- tym bardziej zasługujesz na przynależność, uznanie czy nawet podziw.
Opłaca się być w działaniu stale, bardzo korzystne społecznie jest kolejne osiąganie- wtedy jesteś kochana. Tak nam się przynajmniej podświadomie wydaje i do tego dążymy. Do tego dochodzi jeszcze tak zwana Matczyna Rana, czyli miejsce solidaryzowania się z doświadczeniami naszych matek, których byłyśmy jako dzieci świadkiem.
Nasze świadome wybory nie mają szans w obliczu tak silnie zakorzenionych w psychice wierzeń. Nawet jeśli marzysz o prowadzeniu lżejszego życia- bez rozpoznania mechanizmów, które nie pozwalają Ci się z lęku zatrzymać-bardzo trudno jest faktycznie, namacalnie zmienić swoje życie na takie, którego pragniesz.
Dlatego kluczowe jest, by zacząć rozpoznawać i otwierać się na swój największy dar- swój dyskomfort.
Uciekamy od niego jak od ognia, ponieważ nie rozumiemy, że emocje dyskomfortu są darem, naszym wewnętrznym GPS-em i pokazują nam obszary, w których się auto sabotujemy, odwracamy od swojej prawdy.
Pamiętam jak jako nawykowy ‘osiągacz’ w końcu świadomie wybrałam, by po prostu być z tym niewygodnym uczuciem, które każdorazowo wyłaniało się, gdy po prostu byłam i niczego konkretnego nie robiłam.

Kiedy coś prawdziwie czujesz, gdy nie stawiasz temu oporu- to to uwalniasz!

Nie przesadzając- były to jedne z trudniejszych momentów, przez które świadomie przechodziłam, by w końcu być w zdrowej relacji ze sobą, przestać się zmuszać, poczuć kim jestem i czego pragnę i tylko po to odtąd sięgać. 
Po prostu będąc, odpoczywając, robiąc coś dla siebie- bardzo szybko napływała fala dyskomfortu… towarzyszyły jej myśli o marnowaniu czasu, jego braku, o tym że będę żałować, że czegoś mi zabraknie, coś stracę, że zginę, zostanę uznana za wariatkę, wyparta z życia innych, wygnana, samotna, przerażona….. niesamowita jest ta nasza głowa!
I choć powyższe skojarzenia logicznie wydają się absurdalne- wierz mi- pozostając w uważności rozpoznajemy, że to do tak ogromnych lęków potrafi nawigować kolejna nakłaniająca do działania myśl.

Najtrudniejsze chyba było zmierzenie się z poczuciem, że kiedy nie robię niczego konkretnego to wciąż zasługuję i wciąż, nieustannie, niezmiennie- jestem warta!

Dlatego też dziś i już zawsze do siebie i do Ciebie mówię te słowa przypomnienia:

Jestem warta bez potrzeby niczego udowadniania
Ot tak, po prostu- bo się urodziłam
Jestem warta każdego płonącego we mnie pragnienia
I jego urzeczywistniania z lekkością
Ot tak, po prostu- bo jestem częścią tego życia
Jestem warta by być niesamowicie i stale spełniona i szczęśliwa
Nie muszę niczego udowadniać, na nic zasługiwać
Bo zasługuję już na całe, nieograniczone szczęście samym najważniejszym faktem, ŻE JESTEM!
Jestem warta, dokładnie teraz, taka jaka jestem, Jestem warta, by żyć jak chcę, być być tą którą jestem i by być pełna i szczęśliwa!
Jestem warta i nie muszę na nic nigdy zasługiwać
Bo zasługuję na wszystko ot tak, po prostu- dlatego, że JESTEM ŻYWA!

Bogaty Budda to książka, które zmienia, prawdziwie otwiera na życie i doświadczanie jego nieograniczonej obfitości.

W ciągu pierwszego miesiąca od daty premiery kupiliście jej wszystkie egzemplarze, obecnie trwa jej dodruk. Bogaty Budda w czerwcu znalazł się na 10 miejscu rankingu bestsellerów Sensus oraz w pierwszej 20-stce Top 100 Empiku. Napisano na jej temat obszerny artykuł w sierpniowym wydaniu magazynu Sens, lipcowym Czwartym Wymiarze oraz na licznych blogach.

Książka jest o OBFITOŚCI, wychodzeniu z mentalności braku i uczeniu bogatego doświadczania- w mojej książce ‘Bogaty Budda. Bierz z życia to, co najlepsze’

Zamów ją TUTAJ.

Wczoraj dotarła do mnie Twoja książka i naprawdę jestem nią całkowicie pochłonięta. Póki co jestem na 5 rozdziale i każda wolną chwilę przeznaczam na jej zgłębianie.Czytając,mam wrażenie,że pisałaś ją “pode mnie”.Choć o wielu aspektach poszukiwań własnego balansu znam już z Twoich nagrań to tutaj znajduję nowe,inne drogowskazy do znalezienia tego “złotego’środeczka”.

Książka jest wspaniałym “nośnikiem” w  w bardziej zrozumiałe i przewidywalne życie.Pozwala ogarnąć i pojąć wiele,zdawałoby się,nieistotnych zdarzeń w naszym życiu.Przeczytałam ją w wielkim pośpiechu jak w upalny dzień łapczywie pije się wodę aby  szybko zaspokoić pragnienie.Teraz,zamierzam jeszcze raz ją przeczytać ale podejść do tematu bardziej przygotowaną- zaopatrzyłam się w flamaster i zamierzam podkreślać to co chciałabym szczególnie utrwalić sobie w głowie.

Bardzo Ci dziękuję za tę wiedzę,która bardzo ze mną rezonuje i jest mega przystępna w czytaniu.

Czekając na Bogatego Buddę zaczęłam żałować  nieprzemyślanego  zakupu o książce która prawdopodobnie okaże się kolejną typu Prawo przyciągania i pseudoduchowości wykorzystywanej do pompowania swojego sprawstwa w oparach duchowego narcyzmu. Nawet zastanawiałam się kto z moich znajomych lubi new age to dam. Zajrzałam i  jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Bardzo.Dziękuje za książkę w której odnajduję dużo mądrości a nie duchowego lub rozwojowego zadufania. To co piszesz jest mi bliskie.