Wyobrażenie większe niż życie.

Uwielbiała żyć wyobrażając sobie ich razem…tak było kiedyś…zazwyczaj jednak Jej wyobrażenia pozostawały jedynie w obszarach wyimaginowanych obrazów…przez to cierpiała…

Nie rozumiała dlaczego raz po raz, mężczyzna za mężczyzną- życie prezentuje Jej podobną opowieść…początkowo słodką jak cynamonowa- jabłkowa tarta…potem coraz kwaśniejszą…gdy rumiane jabłka powoli tracą swą początkową woń i świeżość…

Na końcu pozostawała tylko pokryta niejadalną wilgocią pleśń…był to czas, gdy wiedziała, że musi wypuścić nawet tą ostatnią nadzieję…musi odejść…

I tak też, w chaosie własnej nieświadomości- dryfowała poszukując szczęścia u boku kogoś, kto sprostałby Jej wielobarwnym wyobrażeniom…kogo kolory nie wyblakłyby wraz z kolejnymi opadającymi na podłogę kartkami kalendarza…czekała na Niego…

Ktoś mądry niegdyś do Niej powiedział- ‘gdyby postawić przed Tobą setkę mężczyzn, po chwili początkowej ekscytacji, bardzo szybko uznałabyś, że…z każdym z nich jest coś nie tak, żaden z nich nie zasługuje na Twą aprobatę i miłość…wyobrażenie jest zawsze większe niż życie…’

Nie rozumiała….

Po latach rozstań, bólu, pytań do samego Stwórcy…- poczuła, w końcu otworzyła swe oczy…

– Ona nigdy nie żyła Nimi, nie żyła z Nimi… wciąż pozostawała w nieustannie produkowanych wyobrażeniach swojej kreatywnej głowy…

Któż mógłby im sprostać…któż mógłby dorównać i dotrzymać tempa temu, który został stworzony w Niej…na podobieństwo Jej własnej tęsknoty za samą sobą…?

Ona nie szukała Jego…tęskniła i poszukiwała w Nim samej siebie, swego ukochanego, najbliższego odbicia, swojej prawdy, swego dopełnienia…

Tak długo, jak długo pozostawała ślepa na siebie samą…- tak długo On nie mógł dorównać pragnieniu, które wypełniało każdą komórkę Jej ciała…pustce, która niczym echo odbijała się w zakamarkach Jej nie zauważanego serca…podszepcie tęsknoty Jej własnej Duszy…

Moment, w którym w swym wewnętrznym poddaniu- oddała swe istnienie w ramiona prowadzącej Ją nieustannie tęsknoty- był momentem, w którym odważyła się, by przyjąć Go do prawdy swego serca.

Lęk- niczym najburzliwsza oceaniczna fala- zalewał Jej subtelne jeszcze poczucie trzeźwości…coś w niej jednak wiedziało, że jeśli nie stanie przed Nim naga i otwarta- nigdy nie będzie Jej dane skosztować rozkoszy ich orgazmicznego tańca człowieczeństwa.

Jej ciało drżało z obnażenia…stąpała po kruchym lodzie…jednak czuła, że tylko jeśli zaufa- On ukaże się jako Jej własne, idealne odbicie…stopią się w jednym tchnieniu kreacji Stwórcy…

I od tej pory- Jej oczy widziały tylko Jego…spoglądając na perfekcję Jego codziennych kreacji- z wdzięcznością i nieopisanym przez ziemskie słowa zachwycie…

W miejsce Jej dotychczasowych wyobrażeń…- objawił się Jej oczom- On…

Od tej pory- to w Nim się przeglądała rozpoznając siebie…ucząc tego, co w sobie stłumiła czy wyparła…kochając wszystko co jawi się Jej gotowym naprawdę oczom…

On i Ona…miłość nieskończona…z boskich snów rzeźbiona….są tylko On i Ona…

By | 2017-11-03T08:36:00+00:00 Listopad 3rd, 2017|Świadomość|2 komentarze

2 komentarze

  1. Margo 3 listopada 2017 at 10:13 - Reply

    Cudowne 🙂

  2. Viktoria 7 listopada 2017 at 10:50 - Reply

    Pięknie <3

Dodaj komentarz